Skocz do zawartości






Zdjęcie

Przegląd tygodniowy #12 - Elegia

Napisane przez elementiro , 18 listopad 2017 · 467 Wyświetleń

recenzja internet muzyka lions song instrument gra przygodowa film interaktywny lira korbowa klawiolin
Poniższy wpis rozpoczął swe istnienie ładnych parę miesięcy temu. Z tego też powodu niektóre informacje mogą być nieaktualne (m. in. 3. i 4. rozdział recenzowanej gry pojawiły się od tamtego czasu). Nie powstawał gładko, nie jest długi jak niektóre dawniej i wiele w nim niedoskonałości. To nie jest wpis, jaki chciałem wam dać, ale jest to wpis jaki dostaniecie. Tym razem nieco o muzyce. Ale nie będę się skupiał na żadnym konkretnym utworze. A o czym będę pisał? Cóż, przekonajcie się sami.


Pieśń przeszłości

Każdy, kto słuch ma, muzyki słucha. Człowieka ciągnie do niej już od dawnych czasów. Różne osoby mają różne gusta, lecz niezależnie od preferowanego gatunku ciężko nie zauważyć, że wiele instrumentów muzycznych jest obecnie zastępowanych przez ich elektroniczne odpowiedniki albo gotowe dźwięki komponowane w odpowiednich programach komputerowych. Całe szczęście pewne instrumenty nadal są popularne - każdy chyba zna kogoś, kto grywa na pianinie czy gitarze, a liczne instrumenty dęte rozbrzmiewają w trakcie występów różnych orkiestr. Skrzypce, perkusje, saksofony czy dzwonki również można usłyszeć. Lecz niektóre z instrumentów miały mniej szczęścia. Na przykład taka lira korbowa. Spora część osób pewnie nie słyszała nawet o takim instrumencie, a we własnych rękach mieli go pewnie nieliczni. A tymczasem jest to naprawdę ciekawe urządzenie o oryginalnym brzmieniu. Posłuchajcie sami:
1

O ile jednak w przypadku instrumentu (podobnie jak choćby czelesty) mimo, iż jest nieczęsto wykorzystywany, dalej powstają utwory korzystające z jego dźwięków, o tyle nie można tego samego powiedzieć o innych zapomnianych konstrukcjach, takich jak na przykład viola organista zaprojektowana przez sławnego Leonarda da Vinci. Sam nigdy jej nie zbudował i nigdy później nie powstała konstrukcja oparta bezpośrednio na jego planach. Skonstruowano natomiast urządzenia o podobnym działaniu, lecz odmiennym nieco mechanizmie, podobnym do tego w przywołanej powyżej lirze korbowej. One również nazywane są tak samo jak projekt geniusza renesansu ale właściwą ich nazwą jest klawiolin. Choć instrumenty te spotkał nieco szczęśliwszy los, to i tak ciężko tworzyć na nie utwory, jeśli istnieje tylko parę ich egzemplarzy na świecie, co nie? Polska może się jednak pochwalić jednym z nich. Sławomir Zubrzycki skonstruował działający klawiolin na podstawie dawnych szkiców, czym wzbudził zainteresowanie wielu osób. Co ma on do powiedzenia o swojej konstrukcji oraz jak brzmią dźwięki z niej wydobywające się możecie dowiedzieć się z różnych filmików, na przykład tego:
1

I teraz dotarliśmy do momentu, gdzie zwykle wymieniałem ciekawe filmiki które znalazłem, głównie w czasie od ostatniego wpisu. O czym tu jednak pisać, jeśli ostatni wpis był parę miesięcy temu? Zacznę więc może nieco inaczej - nawiązując do poprzednich treści. Pośród rzadko wykorzystywanych instrumentów są bowiem nie tylko te dawne, zapomniane, lecz także nowatorskie, skonstruowane przez pomysłowych muzyków. Do jednych z nich należy Wintergatan, który stworzył syntezator, na którym gra się nie przy pomocy klawiatury, lecz wykrywającej nacisk listwy. Pozwala to na płynną zmianę tonu i grę w sposób przypominający bardziej grę na skrzypcach niż pianinie. Inną jego konstrukcją jest Marble Machine, w której do tworzenia dźwięku wykorzystuje m. in. ogromną ilość kulek. Ale żeby móc cieszyć się tymi wszystkimi utworami w domowym zaciszu do pełni szczęścia przydadzą się również głośniki. Najlepiej dobrze brzmiące. Ale ludzie są wybredni i chcą, by te nie tylko dobrze brzmiały, ale też ładnie wyglądały. Więc niektórzy samodzielnie budują sobie ładne obudowy do tychże. Mówiąc o wyglądzie i muzyce nie sposób jednak nie wspomnieć również Jerobeama Fendersona, artysty, który stworzył album pełen niezwykłych utworów, które jeśli podepnie się do oscyloskopu w taki sposób, że lewy kanał odpowiada za wychylenie w jednej osi, a prawy w drugiej - tworzą proste animacje, takie jak ta. Przy okazji, co powiecie na konwertowanie obrazów na dźwięk i zapisywanie ich na taśmie magnetycznej? W końcu kasety kompaktowe były wykorzystywane nie tylko do odtwarzania muzyki, lecz również do zapisu innego rodzaju danych. To tylko kwestia odpowiedniego tłumaczenia sygnałów. =D



Lwia pieśń

Lew. Zwierzę potężne i budzące szacunek. Król sawanny. Lion's Song w pierwszym ze swoich odcinków nie ukazało potęgi, ani też nie zasłużyło sobie na mój podziw. Daleko jej do króla przygodówek. Czy jednak warto w nią zagrać? Można spróbować.

Po pierwsze dlatego, że ten właśnie pierwszy odcinek jest za darmo. Po drugie dlatego, że zbyt wiele czasu nie stracicie nawet jeśli się wam nie spodoba - napis Fin ujrzałem po niecałych 3 kwadransach rozgrywki. Której pewien fragment i tak spędziłem na czytaniu napisów, których nie można było przewinąć, towarzyszącym wykonaniu tytułowego utworu. Tu leży mój pierwszy zarzut wobec tej gry - jest króciutka. Choć niby można gdybać, że kolejne, płatne części będą dłuższe, to jednak jest to pełny "odcinek". W dodatku jeden z zaledwie czterech. Rzeczona muzyka nie jest zła, lecz daleko jej od ideału. Miło przygrywa w tle podczas szukania kolejnych inspiracji, lecz finalna kompozycja jako oś, wokół której kręci się ten fragment, jest rozczarowująca. Jeśli oczekujecie klasycznych zagadek to również spotka was zawód - tych tu nie ma, gra przechodzi się wręcz sama. Stanowi raczej interaktywną opowieść aniżeli hołd dla klasyki gatunku. Choć tego zasadniczo można się spodziewać już po informacji, że gra została podzielona na odcinki na modłę produkcji od Telltale.

Fabuła daje radę, ale nie olśniewa. Po pierwszym odcinku trudno dostrzec, który wątek jest główny, lecz postać Wilmy wydaje się ciekawa, wielowymiarowa, a jej zmagania jako artysty są ciekawym motywem. Miłym akcentem jest również osadzenie akcji w Szwajcarii na początku XX wieku. Niektóre ze scen zaskakują, są dobrze zrobione i skłaniają do zastanowień nad ich znaczeniem. Do tej kategorii zaliczyłbym jednak tylko sny głównej bohaterki. I to z wyłączeniem pierwszego. (swoją drogą czy ta kobieta nie ma łóżka, tylko musi ciągle zasypiać przy biurku?) Istotnym walorem gry jest dla mnie jednak również oprawa graficzna. Rozpikselizowana i niezbyt bogata w detale, lecz miła dla oka i uwydatniająca klimat. Kolorystyka utrzymana w kolorach sepii i dobrze narysowane sceny dają złudzenie przeniesienia się w czasie. Interfejs jest minimalistyczny i dobrze stapia się z resztą, a całość wygląda spójnie. Nie jest jednak idealnie - przy tak niewielkiej liczbie lokacji można było się postarać o nieco więcej szczegółów, a ta, w której przebywamy najwięcej jest w połowie zaczerniona. Oczom bohaterki zdarza się również wędrować daleko od siebie, co nadaje jej głupkowaty wygląd. Mimo wszystko Lion's Song oglądałem z dużą przyjemnością.

Odcinek drugi dostępny jest już teraz, kolejne dwa mają pojawić się w tym roku. To co napisałem odnosi się wyłącznie do pierwszego, gdyż nie grając w kolejne niemożliwym jest ich ocenienie. Co prawda na podstawie urywka ciężko oceniać całą historię, lecz przyznam - intryguje. Ciekawi mnie jak rozwiną się wątki, co jeszcze czeka bohaterkę i jaki zamiar był we wprowadzeniu pewnych 2 scen. Czy jednak ta darmowa próbka zachęciła mnie do zainwestowania w grę? Nie. Jestem w stanie przeżyć bez ujrzenia zakończenia, jest wiele innych, zapewne lepiej zrobionych gier, a za ponad 40 złotych bez wątpienia znajdę bardziej dopracowany film w podobnych klimatach. Zachęcam jednak do wyrobienia sobie własnej opinii, a ja koniec końców tych 45 minut nie uważam za czas stracony.


The Lion's Song (odcinek 1: Silence)
Ocena ogólna: 7-/10
Grywalność: 3/10
Fabuła: 8/10
Obraz: 8-/10
Dźwięk: 6+/10
Trudność: 1/10

Gatunek: film interaktywny
Producent: Mi'pu'mi Games GmbH
Dystrybucja: np. Steam(pierwszy odcinek - 0€, reszta - 9,99€)
Rok wydania: 2016
Dostępny język polski: nie



Łabędzi śpiew

Tak oto dotarliśmy do żałobnego końca tego wpisu. Nuty, którymi zagrałem nie były najczystsze i nie był to utwór długości koncertowej. Z przykrością jednak stwierdzam, że mogła to być moja ostatnia pieśń. Nie ma co się oszukiwać - nie idzie mi jak dawniej, a blog otrzymuje kolejne wpisy tak rzadko, że "Tygodniowy" w nazwie zaczyna być kpiną. Samo forum też coraz dalsze jest memu sercu i coraz rzadziej na nie zaglądam. Możliwym jest więc, że jest to wpis ostatni. Możliwym, nie pewnym. A może to pora zmian? A może kiedyś powróci, niekoniecznie w tej formie i pod tą nazwą? Nie jestem w stanie wam powiedzieć. Nie jestem w stanie określić, czy kolejna porcja tekstu, który wyjdzie spod moich rąk ukaże się za tydzień czy nigdy. Tak więc i się nie żegnam z wami czytelnikami na zawsze. Nie żegnam się również z wami użytkownikami forum, bo z niego nie odchodzę. Ale żegnam się z projektem, który rozpoczął się 2 lata temu. Jego założenia przestały bowiem już obowiązywać. I nie zamierzam oszukiwać samego siebie, że jest inaczej.

1.filmiki z YT udostępnione zgodnie z regulaminem tegoż, który wyraźnie mówi, że wstawiając filmik, autor zgadza się na reposty.




Przegląd kolejnego tygodnia za pół roku, tak?
    • DarknessXIII, Rohen Tahir i HelloDoggo lubią to
  • Zgłoś
Zdjęcie
elementiro
18 lis 2017 23:39

Przegląd kolejnego tygodnia za pół roku, tak?

Cytując blog:

Nie jestem w stanie określić, czy kolejna porcja tekstu, który wyjdzie spod moich rąk ukaże się za tydzień czy nigdy.
  • Zgłoś

Ostatnie komentarze